28.02.2010 09:34
Kazachski sąd nałożył 210 mln USD grzywny na konsorcjum zachodnich spółek zajmujących się wydobyciem gazu z tamtejszych złóż. Kary związane są z "ochroną środowiska" donosi agencja Reuters.
To jednak tylko przykrywka. Od pewnego czasu toczy się bowiem walka o wpływy w tym zasobnym w surowce naturalne azjatyckim kraju.
Konsorcjum któremu przewodzą BG (British Gas) oraz włoski koncern Eni, a w składzie które ma jeszcze rosyjski Łukoil oraz amerykański Chevron, prowadzi operacje wydobywcze na polu gazowym Karachaganak. Kazachski rząd prowadzi od ubiegłego roku negocjacje z operatorami pola, którzy zarzucili mu nakładanie dodatkowych opłat na nich. Gra toczy się o dużą stawkę, gdyż przedsięwzięcie Karachaganak Petroleum Operating jest głównym producentem gazu w Kazachstanie i posiada największe rezerwy gazu skondensowanego.
W minionym miesiącu państwowa firma KazMunaiGas informowała, że była zainteresowana nabyciem udziałów w Karachaganak, jedynym tak dużym projekcie w Centralnej Azji w którym nie uczestniczy.
Prokuratura Generalna wyjaśnia, że nałożona grzywna dotyczy zanieczyszczeń środowiska i odpadów jeszcze z 2008 r.
"Wartość zniszczeń wyniosła 3,09 mld tengów (210 mln USD)" - napisano w komunikacie.
Kazachski rząd od kilku lat próbuje wzmocnić swoją pozycję w kluczowych sektorach gospodarki, w tym w energetyce, nabywając udziały w dużych przedsięwzięciach zarządzanych przez zagraniczne konsorcja. Wśród stosowanych metod są też - oskarżenia o naruszanie prawa, umów oraz szkodliwy wpływ na środowisko naturalne.
Obecnie kazachskie ministerstwo finansów analizuje 17 projektów, w tym typu PSA (umowy podziału produkcji), i nie jest wykluczone, że będzie rekomendować podniesienie dotychczasowych opłat.
Poszukiwaniem złóż ropy w Kazachstanie zajmują się m.in spółki giełdowego Petrolinvestu.
WST, Reuters
back











